Autorskie prawa osobiste – dlaczego są ważne.
- Paweł Janicki

- 8 wrz 2025
- 5 minut(y) czytania

Kiedy mówimy o prawie autorskim, większość osób myśli od razu o pieniądzach: kto i na jakich polach eksploatacji może zarabiać na utworze. Tymczasem rdzeniem systemu są autorskie prawa osobiste – niewidoczna na pierwszy rzut oka, ale bardzo mocna “kotwica” łącząca twórcę z jego dziełem. To one decydują, czy można zmienić projekt logo, opublikować zdjęcie bez podpisu albo przerobić czyjś tekst “dla lepszego SEO”. I to one najczęściej wracają jak bumerang, gdy w umowie o nich zapomniano.
Czym są autorskie prawa osobiste?
Ustawa wymienia pięć kluczowych uprawnień – w praktyce katalog otwarty – które chronią więź twórcy z utworem. To m.in.: prawo do autorstwa (bycia wskazywanym jako twórca), prawo do oznaczenia utworu imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem (albo do anonimowości), prawo do nienaruszalności treści i formy oraz rzetelnego wykorzystania, prawo do decydowania o pierwszym udostępnieniu i prawo nadzoru nad sposobem korzystania z utworu. Co istotne, ta więź jest nieograniczona w czasie i niepodlegająca zrzeczeniu się lub zbyciu. Tak stanowi wprost art. 16 ustawy o prawie autorskim.
Jeśli wolisz analogię: prawa majątkowe to jak prawo do wynajmu mieszkania – można je przenieść, udzielić licencji, czerpać pożytki. Prawa osobiste przypominają natomiast tytulaturę właściciela w księdze wieczystej – wskazują, kto jest “ojcem” dzieła i jakie granice ingerencji są akceptowalne.
Dlaczego to ma znaczenie w umowach?
W codziennym obrocie spotykam klauzule “przenoszę wszelkie prawa” – a o prawach osobistych cisza. Potem pojawia się spór: nabywca zapłacił, zmienia grafikę “po swojemu”, a autor mówi “stop”. To nie kaprys. To egzekwowanie prawa do nienaruszalności i rzetelnego wykorzystania oraz – bardzo często – prawa do autorstwa (podpisu). Brak postanowień o sposobie wykonywania praw osobistych potrafi stać się przysłowiowym “gwoździem do trumny” projektu: materiały idą do kosza, bo bez porozumienia z twórcą nie da się ich zgodnie z prawem używać.
Rozwiązaniem jest mądre uregulowanie kwestii osobistych już w umowie. Choć praw osobistych przenieść się nie da, twórca może (1) zobowiązać się do niewykonywania niektórych z nich wobec nabywcy oraz (2) upoważnić nabywcę do wykonywania ich w swoim imieniu – np. do decydowania o drobnych modyfikacjach layoutu czy sposobie oznaczania autorstwa w określonych kanałach. To dopuszczalna i powszechna technika kontraktowa, która obniża ryzyko po obu stronach. W praktyce łączy się ją z karą umowną, by zobowiązanie miało realne “zęby”.
Co wolno zmienić w utworze, a co jest “święte”?
Granica przebiega tam, gdzie zaczyna się zniekształcenie sensu albo naruszenie formy dzieła w sposób, który rzutuje na recepcję utworu i reputację autora. Przeróbka zdjęcia, która psuje kolorystykę lub usuwa charakterystyczny filtr? Hasło kampanii dopisane w stylu, którego copywriter nigdy by nie użył? Nowe logo “odchudzone” przez dział marketingu, bo “tak będzie bardziej nowocześnie”? To przykłady, które mogą naruszać prawo do nienaruszalności i rzetelnego wykorzystania – nawet jeśli prawa majątkowe zostały skutecznie przeniesione. Dlatego przed zmianami warto uzyskać zgodę twórcy albo mieć w umowie jasny mechanizm akceptacji zmian, zakresu retuszu, stylu korekty itp.
“A co, jeśli autor nie żyje?”
Autorskie prawa osobiste nie wygasają – po śmierci twórcy mogą ich bronić bliscy (w pierwszej kolejności małżonek, potem zstępni, rodzice, rodzeństwo i zstępni rodzeństwa), a także – przy braku odmiennej woli twórcy – organizacje twórcze lub OZZ. To ważne przy reedycjach, wznowieniach, adaptacjach archiwalnych prac, a także przy “odświeżaniu” identyfikacji wizualnych czy katalogów zdjęć. Brak weryfikacji statusu praw osobistych zmarłego autora bywa źródłem kosztownych sporów i PR-owych kryzysów.
Jak zabezpieczyć projekt w praktyce – checklist
Nazwij prawa i proces – wskaż, jak, gdzie i kiedy oznaczasz autorstwo (np. stopka www, metadane zdjęcia, opis w social media).
Ustal modyfikowalność – zdefiniuj, co uznajecie za dozwoloną edycję (np. kadrowanie, retusz, skrót redakcyjny), a co wymaga odrębnej zgody.
Zgoda ex ante – w niektórych branżach warto przewidzieć generalną zgodę autora na określone przeróbki, by nie blokować produkcji (np. DTP, UX copy).
Upoważnienie do wykonywania praw – jeśli to potrzebne, autor może upoważnić nabywcę do wykonywania praw osobistych w jego imieniu w uzgodnionym zakresie.
Kara umowna – zabezpiecz niewykonywanie praw osobistych (lub wykonywanie przez nabywcę) realną sankcją kontraktową.
Procedura sporu – krótki, konkretny workflow: kto ocenia, w jakim terminie i jak dokumentujecie ustalenia (maile, komentarze w plikach).
Najczęstsze mity
“Zapłaciłem – mogę wszystko.” Nie. Zapłata i przeniesienie praw majątkowych nie wyłączają praw osobistych. Potrzebujesz umownych mechanizmów na ingerencje w utwór i na sposób oznaczania autorstwa.
“Autor może zrzec się praw osobistych.” Nie może. Może natomiast zobowiązać się do ich niewykonywania i upoważnić cię do wykonywania ich w swoim imieniu – to różnica jak między sprzedażą a pełnomocnictwem.
“Brak podpisu to drobiazg.” Często to właśnie brak podpisu uruchamia największe spory. Dla twórcy to nie tylko prestiż, ale i parytet biznesowy (lead-generujący). Sądowa ochrona obejmuje m.in. roszczenie o zaniechanie, usunięcie skutków naruszenia, a nawet zadośćuczynienie pieniężne.
Dobre praktyki dla firm i instytucji
Standardy brandowe i redakcyjne: opisz, w jakim zakresie modyfikujesz cudze treści (język, styl, DTP), i dołącz to do umów jako załącznik.
Metadane i technikalia: wprowadzaj podpisy w EXIF, ALT, opisach w CMS – to ułatwia stałe “oznakowanie” autorstwa, także przy recyklingu contentu.
Audyt licencji i pól eksploatacji: sprawdzaj, czy zakres pól eksploatacji koresponduje z planem dystrybucji (np. social media, newsletter, OOH).
Planowanie zmian: jeśli wiesz, że layout będzie ewoluował, zarezerwuj w umowie prawo do “reasonable edits” i procedurę akceptacji.
Archiwizacja zgód: trzymaj ścieżkę uzgodnień – w sporze to złoto.
A co z AI i “automatycznym” przetwarzaniem?
Narzędzia AI potrafią nam pięknie “wygładzić” czyjś styl – i równie pięknie zatarć autorstwo, jeśli przesadnie przerobią pierwotny utwór. Pamiętaj: gdy istnieje rozpoznawalny wkład twórcy, nadal działają jego prawa osobiste. Automatyczna parafraza, skrót czy stylizacja nie stają się magicznie “twoje”. Dobra praktyka: uzyskaj zgodę i opisz zakres dopuszczalnej obróbki – tak jak w przypadku klasycznego redaktora.
Dlaczego warto dbać o prawa osobiste… także z biznesowego punktu widzenia?
Dbanie o prawa osobiste obniża ryzyko przestojów (blokady publikacji), chroni reputację marki (brak zarzutów o “okaleczenie” utworu) i usprawnia współpracę z twórcami, bo buduje zaufanie i przewidywalność. To również tarcza dla samego twórcy – nawet gdy prawa majątkowe dawno “poszły” do klienta, może on bronić integralności dzieła i swojego nazwiska. Innymi słowy, prawa osobiste są jak instrukcja obsługi utworu: mówią nie tylko “kto może”, ale też “jak i z jakim szacunkiem”.
Podsumowanie
Autorskie prawa osobiste to nie detal techniczny, lecz fundament: bez nich łatwo wejść na pole minowe. Ustawa przyznaje twórcy nieograniczone w czasie, niezbywalne uprawnienia, które chronią jego więź z dziełem (art. 16). W praktyce – jeśli zawczasu nie uregulujesz sposobu oznaczania autorstwa, zakresu modyfikacji i upoważnień – możesz zapłacić dwa razy: raz za utwór, drugi raz za gaszenie konfliktu. Dlatego przy każdej transakcji dotyczącej utworu poświęć kilka zdań umowy na prawa osobiste: opisz proces, przewidź upoważnienia, zabezpiecz się karą umowną. To proste kroki, które oszczędzają nerwy, czas i budżet – a jednocześnie respektują to, co w twórczości najważniejsze: autorstwo i integralność.
Paweł Janicki
Radca prawny IP LL.M.



Komentarze